czwartek, 5 czerwca 2014

Piechotą do lata vol.2

Zgodnie z obietnicą dziś przedstawiam drugą część spacerowego must have.
Dzisiaj o tym, co znajduje się w naszej torbie spacerowej. Wszystkie te rzeczy są nam niezbędne do bezstresowego wyjścia poza dom.
Od czasu opublikowania pierwszej części tematu zdążyłam zmienić torbę do wózka. Teraz mi się w niej wszystko mieści.
Nasza nowa torba:
Jest pojemna, w komplecie znajduje się saszetka na pampersy, chusteczki, oraz torba termiczna. Ma dużo przegródek, a ja tak lubię.

A w tej torbie...

saszetka z pampersami, chusteczkami (saszetka była w komplecie z torbą)


składany przewijak (był w komplecie z torbą)

 torba termiczna (była w komplecie z torbą), a w niej słoiczek z obiadkiem, bidon z wodą do picia


termos/ butelka z wodą do przygotowania mleka (według producenta trzyma temperaturę do 10 godzin, według mnie maks.5-6 godzin)

pojemnik na porcję mleka ,w komplecie są trzy pojemniki, które można ze sobą połączyć. Nam zdecydowanie wystarcza jeden, czasem dwa.

składane krzesełko do zawieszenia na krześle (przydatne w gościach, na działce itp.)


śliniak

pieluszki: tetrowa i flanelowa



 komplet sztućców dla brzdąca

smoczek, który miał pasować do każdej butelki. Do tej pory myślałam, że nie pasuje do żadnej, ale znalazłam taką, do której da się go zamocować (np. do soczka bebiko)

kosmetyczka, a w niej: balsam z filtrem 50 dla dzieci, spray dla dzieci na komary,kleszcze i meszki, nożyczki do paznokci, sól fizjologiczna, gaziki, plastry, apap, leki na nadciśnienie)

smoczek i etui na niego

parasol (nigdy nie wiadomo, kiedy spadnie deszcz)


i gadżety mamy


ponadto zawsze biorę coś do czytania, choć rzadko mam czas posiedzieć spokojnie na ławce (Bartuś się dopomina uwagi, a jak go nie buja to śpi to góra 15 minut).
Mam też zawsze przy sobie wodę do picia i coś do przekąszenia (ostatnio suszone owoce).
Jak Bartulek był młodszy nosiliśmy jeszcze ubranko na zmianę. Teraz zabieram je tylko na dłuższy spacer lub jak jedziemy w gości.

I to wszystko mieści się w tej jednej torbie, zawieszonej na rączkach wózka.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Mama wraca do formy

Najwyższy czas, żeby ruszyć się z kanapy i wziąć się za siebie.  Co z tego, że spaceruję godzinami skoro utraty centymetrów w pasie nie widać. Postanowiłam działać z większą siłą.

I tak dzisiaj wylądowałam na zajęciach pod nazwą "mum&baby fitness". Zajęcia odbywały się w nowym studio w Wilanowie, które ma być miejscem przyjaznym matkom i dzieciom. Na razie jest tam pusto, ponieważ dziewczyny dopiero się rozkręcają.

Ale wracając do samych zajęć.  Szłam na nie przerażona, przecież nie ćwiczyłam od bardzo dawna, poza tym nie wiedziałam jak się zachowa moje dziecko i moje ciśnienie (czy bardzo podskoczy).  Przerażenie sięgnęło zenitu, gdy okazało się, że będę jedyną uczestniczką. Na szczęście instruktorka okazała się sympatyczną osobą (mamą 4 tygodniowego malucha). Same zajęcia to był po prostu pilates, a dziecko leżało na macie obok i się nudziło niestety. Trochę inaczej wyobrażałam sobie takie zajęcia, myślałam, że dziecko będzie również w nich uczestniczyło. Może gdyby było więcej osób (i dzieci) to Bartuś byłby bardziej zaciekawiony tym co się dzieje na około. Plusem jest to, że usnął dzisiaj już o 19:00, taki był wymęczony.
Pierwszy raz byłam na zajęciach z pilatesu i w przeciwieństwie do jogi bardzo mi się spodobały i zamierzam je kontynuować, ale już sama i w innym miejscu. Jednak lepiej dziecko na ten czas zostawić w domu (to korzyść dla mamy i dla dziecka).

Tak więc nadal będę poszukiwać fajnych zajęć spalających tłuszcz, połączę je z cardio na siłowni i może z basenem. Postaram się też lepiej odżywiać (szukać produktów lepszej jakości, świeżych warzyw i owoców), bo to równie ważne co aktywność fizyczna. Oczywiście spacery są na stałe wpisane w nasz rozkład dnia i to się nie zmieni.

Mam nadzieję, że zapał mi nie minie i że już wkrótce będę musiała wymienić garderobę na parę rozmiarów mniejszą.Trzymajcie kciuki.




piątek, 30 maja 2014

Weekendowy relaks

Przez ostatnie dni pogoda nas nie rozpieszcza, dlatego powspominam miniony weekend.

Byliśmy na działce (Bartuś po raz pierwszy). Działka znajduje się w samym lesie i jest bardzo dobrym miejscem do odpoczynku. Tylko, czy matka kiedykolwiek ma czas na relaks? Otóż ma, w szczególności gdy na wyjazd zabiera męża, siostrę męża (szwagierkę?) i teściową.

Trafił nam się słoneczny dzień i mogliśmy w pełni korzystać z uroków lasu. Bartuś był tak szczęśliwy, że ani myślał o spaniu.  Harcował za to na hamaku.



Śmichom-chichom nie było końca.W przeciwieństwie do mamy nie denerwowały go nawet komary, ani inne robactwo latająco-pełzające. Trzeba jednak stwierdzić, że nasza spacerówka nie daje sobie rady z korzeniami i ziemią znajdującą się na działce (strach pomyśleć co to będzie na plaży). Na leśnej, wydeptanej drodze było już ok. He, w końcu to miejska spacerówka, a nie wiejska.

Dorośli z kolei rozpoczęli sezon grillowy:

Po tej całej wyprawie i dotlenieniu się Bartuś tak usnął, że spał prawie 12 godzin w nocy. Kochane dziecko.

W drugiej połowie czerwca mąż jedzie w delegację, a my wracamy na 3-4 dni na działkę, tym razem z drugą babcią, dziadziem i prababcią :-) Oby tylko pogoda była równie ładna.